Czasem tak jest, że coś lub ktoś przywołuje miłe wspomnienia. Uruchamia się nam w głowie mechanizm sentymentu. Ostatnio przytrafiło mi się to dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy kupiłem tanią czekoladę w sklepie. Wgryzając się w nią, poczułem smak dzieciństwa, bo przypominała ona wyrób czekoladopodobny. Oczywiście nie była w opakowaniu zastępczym. Ale jednak zadziałała na „Przykład takiego misia na miarę naszych czasów” – Mnie martwi przede wszystkim to, że na tym przykładzie widać, bo oczywiście sama idea, koncepcja jest celowa, słuszna i opłacalna, natomiast martwi mnie to, że na tym przykładzie widać to, co zwykle w inwestycjach państwowych, tzn. całkowicie oderwane od rzeczywistości koszty – powiedział na antenie Radia Zet Konrad Na finiszu jest budowa pierwszej z sześciu planowanych sorterowni w Gdańsku. To nic innego, jak bardziej przystępna nazwa tzw. punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych, czyli miejsc, gdzie można się pozbyć nietypowych śmieci. Akcja promująca woj. pomorskie „Pomorskie, nasze miejsce na ziemi”… na terenie Pomorza w optymistycznych barwach maluje region, rozwijający się jakoby dzięki zapobiegliwości Reklamowa granda marszałka. Najbardziej lubi spędzać czas z Tedem na nie zawsze grzecznych zabawach, a sam Ted na bardzo niegrzecznych – z paniami, w tym z Norah Jones. Miś, dorastając z Johnem, jest taki jak wielu współczesnych Amerykanów – nie do końca gruntownie wykształcony, ale mający wielkie serce i poczucie humoru. Internet jako współczesny wynalazek wpłynął poważnie na rozwój technologiczny świata. Dzięki internetowi poprawiła się komunikacja oraz zwiększyły się możliwości masowego przesyłu danych. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, internet raczkował i niewiele osób wróżyło mu taki rewolucyjny sukces na miarę światową. Miała to być jedynie niewielka ewolucja, jednak już EaTOtoS. Ludzi online: 3700, w tym 75 zalogowanych użytkowników i 3625 gości. Wszelkie demotywatory w serwisie są generowane przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności. Polityczne transfery ostatnich dni mogły zaskoczyć nawet najbardziej zahartowanych. "My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom! I to nie jest nasze ostatnie słowo!". Poseł Wipler po awanturze z policją przed jednym z warszawskich klubów przeniósł się do trzeciej już z kolei partii. Przykro było patrzeć, jak stojąc na konferencji prasowej u boku Janusza Korwin-Mikkego głupkowato uśmiecha się, gdy jego nowy szef tłumaczy, że każdemu zdarzają się burdy po alkoholu. Nie, nie każdemu, panie prezesie Mikke. Poza tym dotychczas poseł Wipler starał się przekonywać, że nie był pijany i że się nie awanturował, tylko policja ćwiczyła na nim obezwładnianie. No to już nie wiem, jak było naprawdę. Choć w sumie nie o prawdę tutaj najwyraźniej chodzi. Poseł Wipler tłumaczy, że z Korwinem-Mikke najbardziej mu po drodze i że swoją karierę zaczynał właśnie u jego boku. Skoro było mu tam tak dobrze, po co od niego odchodził, po co poszedł do PiS? No nic, jedyne, co pozostaje, to zacytować klasyka z drugiej strony sceny politycznej: "Nieważne, jak się zaczyna, ważne jak się kończy". Poseł Wipler kończy marnie. Nawet jeżeli w polityce dalej będzie się pojawiał, bardziej będzie się kojarzył z żenującymi zdjęciami z izby wytrzeźwień niż z kompetencją i solidnością. No i drugi transfer. Michał Kamiński, powszechnie zwany Miśkiem (pewnie także ze względu na swoje gabaryty). Sztabowiec PiS w kilku kampaniach wyborczych. Człowiek z ciętym językiem i dość zmiennymi poglądami. Gość, który jeszcze niedawno nie zostawiał suchej nitki ani na Donaldzie Tusku, ani na Platformie, w najbliższych wyborach do Europarlamentu będzie startował właśnie z list PO. (przeczytaj tekst Eurolisty PO na finiszu). Co więcej, będzie zajmował pierwszą pozycję na liście w okręgu lubelskim. To, że z tym regionem nie ma nic wspólnego, najwyraźniej nie przeszkadza ani jemu (Miśkowi Kamińskiemu), ani premierowi. Przecież nie chodzi w tym wszystkim o poważne traktowanie wyborców, tylko o wygranie wyborów. – Ja pod rządami Tuska nie czuję się w naszym kraju bezpiecznie – mówił jeszcze niedawno Kamiński. Może właśnie dlatego chce uciekać do Brukseli. A że dla niektórych cel uświęca środki, postanowił wsiąść do pociągu, którego maszynistą jest sam szef PO. Sprytne, nie powiem. Michał Kamiński ma zresztą dość spore doświadczenie w byciu jedynką na listach do Europarlamentu. W ostatnich wyborach też był na pierwszym miejscu, tyle tylko, że na liście Prawa i Sprawiedliwości. No i w swoim okręgu warszawskim. – Donald Tusk jest dokładnym przeciwieństwem króla Midasa – mówił wtedy Kamiński. – On czego się dotknął, zamieniał w złoto. Ja nie powiem, w co zamienia się to, czego dotyka Donald Tusk, bo na sali są kobiety i dzieci. Widać, jak jest potrzeba, to i g... może zamienić się w złoto. W jednej z kultowych polskich komedii "Miś" Stanisława Barei postacią, a właściwie elementem, który spina fabułę filmu, jest wielka słomiana kukła misia. Nie jestem krytykiem filmowym, ale jak dla mnie ten miś jest symbolem bufonady, cwaniactwa i rzeczywistości totalnie postawionej na głowie. Opisując to groteskowe monstrum, jeden z bohaterów filmu mówi: – To jest miś na miarę naszych możliwości. My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz miś, przez nas zrobiony i to nie jest nasze ostatnie słowo! Rzeczywiście, w ostatnich dniach niejeden niedowiarek otworzył oczy. I aż strach pomyśleć, jakie może być ostatnie słowo tych, co to Miśka Kamińskiego zrobili jedynką w Lublinie. Dbamy o Twoją prywatnośćDzięki wykorzystaniu rozwiązań takich, jak pliki cookies i pokrewne technologie oraz przetwarzaniu Twoich danych, możemy zapewnić, że wyświetlane treści lepiej odpowiedzą na Twoje potrzeby. Wyrażając zgodę na przetwarzanie danych, sprawiasz że łatwiej będzie odnaleźć Ci w Allegro dokładnie to, czego akurat szukasz i potrzebujesz. Administratorami Twoich danych będzie Allegro sp. z jak również nasi Zaufani partnerzy, z którymi stale Twoje dane zgodnie z Polityką ochrony prywatności, w tym ze względu na następujące potrzeby:Przechowywanie informacji na urządzeniu lub dostęp do nich, spersonalizowane reklamy, spersonalizowane treści, pomiar reklam i treści, opinie odbiorców i opracowanie zgody jest dobrowolne. Możesz ją w każdym momencie wycofać lub ponowić na w zakładce Dopasowanie reklam. Wycofanie jej nie wpływa na legalność uprzedniego informacji znajdziesz:Polityka plików cookiesPolityka ochrony prywatności Wszystkie kategorie Motoryzacja Telefony i akcesoria Komputery RTV i AGD Moda Dom i Ogród Dziecko Kolekcje i sztuka Sport i turystyka Allegro Kolekcje i sztuka Kolekcje Pamiątki PRL-u Bibeloty szukana oferta jest nieaktualna - może podobny przedmiot? zobacz więcej aktualnych ofert 40,00 zł Ciebie Boga chwalimy Mszalik Modlitewnik47,99 zł z dostawądostawa pojutrze 33,60 złlancuszki do wyrobu bizuterii z zapieciem53,59 zł z dostawą 15,00 zł Wyszło z użycia za naszego życia platery bibeloty21,99 zł z dostawą 177,00 złUS USA amerykańska manierka menażka stany WWII193 zł z dostawą 10,00 złCo w rurach piszczy Poczytaj mi Mamo22 zł z dostawą 80,00 zł Będziem bronić biednych dowcip-obraz GaleriaZbirka92 zł z dostawą 80,00 zł RONALD EMBLETON THE GAMES WE PLAYED88,99 zł z dostawą 2,69 zł FLESZAROWA-MUSKAT POZWÓLCIE NAM KRZYCZEĆ9,39 zł z dostawądostawa pojutrze 249,00 złStare przedwojenne binokle na nos257 zł z dostawą 8,00 zł MOGĘ SIĘ ZA CIEBIE POMODLIĆ Naszywka Haftowana14,50 zł z dostawądostawa pojutrze licytacja1 dzień5,00 złJózef Piłsudski, Mamy Niepodległą13 zł z dostawąnikt nie licytuje 9,99 zł Nie tylko Wenus Nagość w sztuce współczesnej18,98 zł z dostawą 23,90 zł NA PRZEŁOMIE NASZEGO USTROJU PAŃSTWOWEGO Szawleski30,89 zł z dostawą 129,99 zł PIŁSUDSKI POD JEGO PRZEWODEM ZBUDUJEMY POTĘŻNĄ141,98 zł z dostawą 33,66 zł Ku chwale Bogarodzicy Niepokalanie Poczętej40,35 zł z dostawą 2,99 zł ERNEST BRYLL WOŁANIEM WOŁAM CIĘ9,69 zł z dostawądostawa pojutrze 29,99 złODZNAKA ZASŁUŻONY PRACOWNIK ZREMB FZN POZNAŃ37,49 zł z dostawą 169,99 złPołączyła nas czasza spadochronu i esprit de corps178,98 zł z dostawą 8,00 zł Naszywka Mogę się za Ciebie pomodlić Haft16,99 zł z dostawą2 osoby kupiły 10,00 złJESTEM NUDZARĄ Maja Szwaja18,99 zł z dostawą Parametryoferta nr 9726146192Opis Do sprzedania kultowy Miś na miarę naszych możliwości z filmu z naturalnej pachnącej słomy. Bardzo solidnie wykonany, żadne oczko mu się nie odlepia, temu wiele funkcji - otwiera oczy niedowiarkom, może być nową świecką tradycją, stanowi oryginalną fabrycznie w elegancki nadaje się na około 20 cm. Top produkty na Allegro od 2 sprzedawców od 3 sprzedawców od 1,99 zł od 1 sprzedawcy od 289,00 zł od 1 sprzedawcy od 200,00 zł od 1 sprzedawcy od 1 sprzedawcy od 1 sprzedawcy od 7,18 zł od 22 sprzedawców od 35,50 zł od 1 sprzedawcy od 13,40 zł od 30 sprzedawców od 326,99 zł od 2 sprzedawców od 6,99 zł od 1 sprzedawcy od 5,95 zł od 2 sprzedawców od 48,10 zł od 4 sprzedawców od 34,00 zł od 1 sprzedawcy od 3 sprzedawców od 6,30 zł od 1 sprzedawcy od 870,00 zł od 1 sprzedawcy od 39,99 zł od 13 sprzedawców Generalnie uważamy, że panowie naszego losu kierują się prywatą albo swoimi fobiami, są nadęci i niedouczeni. Że gdyby powierzyć większości z nich warzywniak albo zakład fryzjerski, to jedni zwialiby z kasą, a drudzy pokłócili się ze wszystkimi w okolicy oraz swoim personelem i w miesiąc położyliby ten biznes. Jeszcze bardziej przykre jest to, że to wszystko oczywiście racja. Dlatego nie oczekuję fajerwerków, ale minimum. Na przykład od prezydenta. Rozumiem, że głowa państwa jest jak miś z "Misia", skrojona na miarę naszych potrzeb, ale dobrze byłoby, gdyby choć w kilku podstawowych sprawach ta głowa zachowywała się zgodnie z racją stanu. Na przykład żeby nie hołubiła twórców stanu wojennego. A także żeby nie miała, a przynajmniej mówiła, że nie ma wątpliwości co do tego, czy w Katyniu doszło do ludobójstwa, i żeby nie słuchała opinii doradców, którzy publicznie wyrażają takie wątpliwości. Właśnie taka osoba, spełniająca to minimum warunków, pracuje w Pałacu Prezydenckim. Przeczytaj koniecznie: Europoseł Zbigniew Ziobro OBROŃCĄ PSZCZÓŁ: Nie chodzi o miód, tylko o zapylenie! To Tomasz Nałęcz, doradca Bronisława Komorowskiego, bo przecież nie sam prezydent. Choć go lubię i cenię jego wiedzę historyczną, to jako polityk nigdy mi nadmiernie nie imponował, może poza momentem, kiedy podczas komisji rywinowskiej wysyłał Adama Michnika po biovital, żeby redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" odświeżył sobie pamięć. Ale poza tym było różnie. Wszyscyśmy się uśmiali, kiedy profesor Nałęcz ogłaszał swój start w wyborach prezydenckich przed rokiem, co najładniej podsumował Krzysztof Feusette na łamach "Uważam Rze" stwierdzeniem, że Nałęcz miał poparcie głównie za granicą. Błędu statystycznego. Ale teraz, na tle otoczenia, profesor Nałęcz wypada naprawdę korzystnie. Generalnie doradcy prezydenta robią takie wrażenie, jakby byli na emeryturze albo wstydzili się miejsca, w którym pracują. Nie ma ich. Nałęcz - bez znaczenia, czy jako doradca prezydenta, czy jako historyk - od czasu do czasu potrafi po prostu się zachować. Tak było, kiedy ostro skrytykował książkę Jana Tomasza Grossa. Tak było też w tym tygodniu, kiedy krótko i dobitnie potępił stan wojenny i Michnikowego "człowieka honoru", generała Czesława Kiszczaka, którego sąd uznał za niewinnego śmierci górników z kopalni "Wujek". Skoro jeden profesor Nałęcz w Pałacu Prezydenckim potrafi się czasem jako tako zachować, może po prostu ich zamieńmy? Niech Bronisław Komorowski pełni obowiązki doradcy, na przykład do spraw myślistwa i wędkarstwa, a Tomasz Nałęcz zajmie jego gabinet. Od ideału dzieli go milion lat świetlnych, ale o kilka lat mniej niż wiele innych osób z jego otoczenia. Gdy spoglądałem na przaśność i pompowanie do niebotycznych wręcz granic balonu z napisem „Sprzedajemy »Lewego«”, doszło do mnie subiektywne odczucie, że od czasów prezesa Ryszarda Ochódzkiego i klubu sportowego „Tęcza” w Polsce absolutnie nic się nie zmieniło. Ustrój komunistyczny zastąpiony został przez krwiożerczy kapitalizm – czytaj: zmieniły się jedynie kostiumy głównych bohaterów, ale twarze pozostały te same. Herosi i złoczyńcy niczym pod blokiem pomieszali drużyny w myśl zasady „zmieniamy flagę i jedziemy dalej”, ale chore układy pozostały – także w sporcie. Kiedy myślę o „Misiu” Stanisława Barei, nachodzi mnie refleksja, że piękno tego filmu polega na tym, iż nigdy się on nie starzeje i każdorazowo wywołuje u widza salwy śmiechu. Równocześnie okrutnie przerażające jest to, że wiele absurdów PRL-u ukazanych w kultowym obrazie jest zaskakująco aktualnych również dzisiaj. Suma wszelkich plusów i minusów w naturze wynosi zawsze zero. Za komuny mieliśmy futbol przez duże „F”, ale nie mieliśmy na półkach sklepowych nic oprócz octu i wódki. Mieliśmy pieniądze, ale nie mieliśmy ich na co wydawać. Andrzej Iwan w autobiografii wspominał, że forsy miał tak dużo, iż upychał ją w kredensie, nie było bowiem na co jej nawet wydać. Dzisiaj proporcje odwróciły się o 180 stopni. Unia Europejska, globalna wioska – terminy te zdefiniowały nasze dzisiejsze życie, przynosząc uginające się półki w sklepach i dostęp do towarów, jakich dusza zapragnie, a o jakich kiedyś mogliśmy tylko marzyć. Nie zawsze niestety są pieniądze, a poziom polskiego futbolu wywołuje dzisiaj jedynie uśmiech politowania na twarzy. Futbolową degrengoladę ratują jednak oni – trójka muszkieterów z Dortmundu – i przede wszystkim on – Robert Lewandowski, bohater ludu, miś na miarę naszych możliwości. Robert Lewandowski (fot. Miś musi być duży – ba! – nawet wielki, musi atakować zewsząd, choćby z lodówki. Musi zastąpić nam to, czego nie mamy, i przede wszystkim zasłonić to, czego zobaczyć nie możemy. Miś jest substytutem wszelkich niedoborów i braków w naszym kraju – nie doceniamy naszych noblistów, pisarzy, aktorów, muzyków, ale mamy ich – trójkę z Dortmundu. Wszelkie choroby, niedostatki, bieda nie powinny się liczyć, bo mamy ich. Przerysowanie użyte przeze mnie jest oczywiście celowe, ale spójrzmy logicznie. Gdy człowiek włączy wiadomości – nieważne na jakiej stacji, abstrahujemy zatem od upolityczniania – są one monotematyczną kroniką policyjno-kryminalno-szpitalną, a nie wartościową porcją newsów. Dowiadujemy się jedynie o wypadkach, pobiciach, wypadkach, śmierci oraz… transferze „Lewego” – czy w naszym kraju nie dzieje się doprawdy nic innego, równie ciekawego? Czasami mam wrażenie, że celem ludzi sterujących mediami jest wychowanie pokolenia lemingów, troglodytów. Debili, którzy indoktrynowani, będą w stanie jedynie kupować historie rodem z programów nadawanych po 22:00. Wracając do futbolu – tak jak wybrakowane są nasze wiadomości, tak pompuje się balon Lewandowskiego. Sport w naszym kraju – nie tylko piłka – jest tak ubogi, że polscy dziennikarze postanowili tę cytrynę wycisnąć do ostatniej kropli soku, a potem złożyć ją znów i od nowa zgnieść, wyżymać raz po raz. I tak w kółko. Rozumiem, że na bezrybiu i rak ryba, ale czy braki na jednym polu musimy równoważyć zawsze Lewandowskim? Czy jego wesele jest tak ważnym newsem, żeby mówić o tym w głównym wydaniu wiadomości? Czy napastnik Borussii ważniejszy jest niż galopujące bezrobocie? Chleb dziennikarza nie jest prosty, wiem o tym. Z racji braku innych dojnych krów używa się tej dobrej tak długo, jak tylko się da. Rozumiem także fakt, iż polskiego piłkarza, który tak masowo oddziałuje na wyobraźnię ludzi, nie było od czasów Zbigniewa Bońka. Podobnie z jego wartością rynkowo-marketingową. Cieszę się niezmiernie, że Lewandowskiego wycenia się na 25-30 milionów euro, bo ostatnim tak drogim grajkiem był również Boniek. Spytacie: jak to, skoro „Stara Dama” zapłaciła za „Murzyna” Widzewowi jedynie 1,8 miliona dolarów? Tak, ale te 1,8 wtedy było jak dzisiaj te 25 – nie zapominajmy, że pieniądz przez lata się zdewaluował. Cztery gole wbite Realowi Madryt stały się wizytówką Roberta, ale cały medialny cyrk z jego udziałem budzi coraz większy niesmak. Ja nie mam nic do Lewandowskiego – wspaniały to piłkarz i przede wszystkim Polak, ale to, co się stało – i nadal się dzieje – jego udziałem w mediach, woła o pomstę do nieba. Dawniej media jechały na Małyszu, teraz eksploatują do granic zdrowego rozsądku i smaku transfer polskiego napastnika. No i gdzie ten Bayern? Polub Bloody Football! na Facebooku Stare porzekadło mówi, że prawda zawsze leży pośrodku, i coś w tym jest. Nie wiadomo, czy to Bayern gra na zwłokę i dogadał się z „Lewym” i Cezarym Kucharskim, a później nabrał wody w usta, czy to może sam przedstawiciel polskiego napastnika źle rozegrał cała partię i pośpieszył się zwyczajnie z potwierdzeniem transferu w telewizji śniadaniowej? Stawiałbym na błąd Polaków, Bayern załatwia bowiem swoje sprawy po cichu. Summa summarum wyszło, jak wyszło, i zamiast milionów na koncie pozostał smród. Kucharski i Lewandowski wyszli w oczach przedstawicieli Dortmundu na chciwych najemników, a impas w sprawie transferu trwa w najlepsze. W tym czasie napastnik odrzucił ofertę Realu. Hmm, od kiedy to Realowi się odmawia? Oglądaliśmy już wiele sag transferowych niemalże kolumbijskich – miesiącami odchodził Cristiano Ronaldo, sprzedawano Beckhama, Figo etc. Wszystko to jednak miało ręce i nogi. W kazusie Lewandowskiego mam poczucie typowo przerysowanej polskiej mentalności, jak właśnie w „Misiu” czy choćby w „Szczęśliwego Nowego Jorku” – opowieści o Polonii mieszkającej w USA – w reżyserii Janusza Zaorskiego. Gdzieś zrobiono typowy błąd „made in Poland”. Używając metafory – panowie z Zachodu przyszli ubijać interesy w garniturach od Armaniego i drogich butach, a Polacy weszli na salony, jakby jeszcze chodzili w neonowych dresach i klapkach Kubota. Powiało brakiem taktu, strategii i dyskrecji. Nie, bynajmniej nie mam kompleksu niższości wobec innych krajów i nacji, ale prawdy nie oszukam – bajki o naszym członkostwie jako pełnoprawnego członka UE to bujda na resorach. Nadal jesteśmy sto lat za murzynami, zwłaszcza w kwestii standardów biznesowo-futbolowych oraz jakości sportowej. Zamiast budować, jeszcze bardziej dzielimy. Zmienili się sternicy w PZPN-ie, a już zaczynają się wojenki i medialne gierki. Kosecki powie to, Boniek tweetnie tamto i media mają pożywkę. Miało być inaczej, lepiej, a skończy się pewnie jak zawsze. Zbigniew Boniek w całym tym grajdole to postać z innej planety, miejmy jedynie nadzieję, że polskie powietrze nie wywieje z niego zachodniej mentalności i świeżych pomysłów. Wracając do „Lewego”: jeśli odmówił Realowi, zrobił kardynalny błąd. Nieważne, kto mu to doradził, ale są kluby, którym zwyczajnie się nie odmawia. Rozumiem, że chce grać w Bayernie – zna już kraj, język, kulturę, Bundesligę, a dodatkowo „Bawarczycy” są w tym momencie na piedestale klubowej piłki na świecie. Ale odmówić Realowi…? Epilog jest taki, że Robert Lewandowski nadal nie zmienił klubu, i to mimo szumnych zapowiedzi Cezarego Kucharskiego. Po wakacjach „Lewy” zapewne zamelduje się na Signal Iduna Park, gdzie dogra do końca kontraktu, a później odejdzie za darmo. Nieważne, czy do Bayernu czy do FC KtoDaWięcej. Media przez cały następny rok będą jechać na tym paliwie, spekulując miesiącami, kto i jaki kontrakt zaproponuje polskiemu napastnikowi. Miś znów będzie wielki, Miś znów będzie na miarę naszych możliwości. Zasłoni inne nieistotne dla kraju sprawy, jak: bezrobocie, afery i sejmowe rozgrywki. A co potem, gdy miś w końcu spadnie z liny i się zniszczy? Jak to co? Wypisze się protokół zniszczenia! Kierownik planu Hoffander i prezes Ochódzki już będą wiedzieć, co z tym fantem zrobić. Artykuł ukazał się także na Bloody Football! Blog Borussia Dortmund Robert Lewandowski

to jest mis na miare naszych